Strona główna · Słownik pojęć

Słownik

25 pojęć, którymi rozmawia się o pieniądzach w sklepie internetowym.

Każde hasło zaczyna się od definicji w jednym zdaniu, potem przykład liczbowy i najczęstszy błąd. Napisane dla właściciela sklepu, nie dla marketera.

MER (Marketing Efficiency Ratio)

MER to stosunek całego przychodu sklepu do całych wydatków na reklamę we wszystkich kanałach razem.

MER liczysz jednym działaniem: cały przychód sklepu w danym okresie dzielisz przez cały budżet reklamowy w tym samym okresie. Sklep, który w miesiącu sprzedał za 600 tys. zł i wydał 100 tys. zł na Meta, Google i TikToka, ma MER 6. Liczysz wszystko: zamówienia ze strony, telefonu i salonu.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł MER jest najuczciwszą miarą, bo klient zanim kupi, ogląda produkt kilka razy z różnych urządzeń, dzwoni albo przyjeżdża. Żaden panel reklamowy nie widzi całej tej drogi, a bank widzi cały przychód.

Częsty błąd to porównywanie MER między sklepami o różnej marży. MER 4 przy marży 60 procent to zysk, MER 4 przy marży 25 procent to strata. Zawsze zestawiaj go z MER progowym policzonym dla własnej marży.

Powiązane: ROASMER progowyLuka atrybucjiMarża brutto

Czytaj więcej →

ROAS

ROAS to przychód, który konkretna platforma reklamowa przypisała sobie, podzielony przez wydatek na tej platformie.

ROAS (Return on Ad Spend) pokazuje panel Meta albo Google: przychód z zamówień, które platforma uznała za swoje, podzielony przez to, co u niej wydałeś. Wydałeś 30 tys. zł, panel raportuje 150 tys. zł przychodu, ROAS wynosi 5.

Problem w tym, że każda platforma liczy po swojemu i chętnie przypisuje sobie to samo zamówienie. Jeśli zsumujesz ROAS z Meta i Google, często wyjdzie więcej przychodu, niż faktycznie wpłynęło na konto. W sklepie z koszykiem 5 tys. zł, gdzie klient dzwoni albo wraca po tygodniu z laptopa, panel gubi nawet jedną trzecią sprzedaży.

Częsty błąd to optymalizowanie kampanii pod ROAS w panelu i wyłączanie tych, które „nie dowożą”, choć realnie to one uruchamiają zakup dokończony offline. ROAS służy do porównywania kampanii między sobą, a nie do oceny, czy reklama się opłaca. Do tego służy MER.

Powiązane: MER (Marketing Efficiency Ratio)Luka atrybucjiOkno atrybucji

Czytaj więcej →

Luka atrybucji

Luka atrybucji to różnica między przychodem, który sklep faktycznie zarobił, a przychodem, który widzą panele reklamowe i analityka.

Luka atrybucji to sprzedaż, której żadne narzędzie nie przypisało do żadnego źródła. Sklep zarobił 800 tys. zł, GA4 widzi 420 tys. zł, Meta i Google razem raportują 500 tys. zł. Reszta „nie istnieje” w raportach, choć jest na koncie bankowym.

Przy koszyku 3 do 8 tys. zł luka jest regułą, nie wyjątkiem. Klient klika reklamę w telefonie, po trzech dniach wraca z komputera przez Google, dzwoni z pytaniem o dostawę i zamawia przez telefon. Do tego dochodzą blokery reklam, odmowy cookies i systemy iOS. W sklepach, z którymi pracuję, poza stroną domyka się nawet 30 procent sprzedaży.

Częsty błąd to wyciąganie wniosku „reklama nie działa”, gdy w rzeczywistości nie działa pomiar. Zanim obetniesz budżet, policz MER i sprawdź, czy telefony i zamówienia offline w ogóle wracają do systemu.

Powiązane: MER (Marketing Efficiency Ratio)ROASKonwersje offlineCall trackingCAPI (Conversions API)

Czytaj więcej →

Punkt odniesienia

Punkt odniesienia to uzgodniony przed startem współpracy poziom przychodu, od którego liczy się przyrost i wynagrodzenie za wynik.

Punkt odniesienia (baseline) to liczba, od której zaczyna się rozliczenie od wyniku. Jeśli sklep w ostatnich 12 miesiącach robił średnio 400 tys. zł miesięcznie, to jest punkt odniesienia. Wynagrodzenie liczy się tylko od tego, co ponad tę kwotę.

W sklepie z wysokim koszykiem ustalenie tej liczby wymaga uwagi. Jeden miesiąc może zawierać dwa duże zamówienia firmowe, inny zawiera Black Friday, jeszcze inny to lipiec z załamaniem. Dlatego bierze się pełny rok, a nie ostatni kwartał, i zapisuje w umowie sposób liczenia razem z korektą sezonową.

Częsty błąd to przyjęcie za punkt odniesienia najsłabszego miesiąca, bo wtedy każdy naturalny powrót do normy wygląda jak przyrost i sklep płaci za coś, co i tak by się wydarzyło. Uczciwy punkt odniesienia chroni obie strony.

Powiązane: Rozliczenie od wyniku (performance)Korekta sezonowaWpisowe

Czytaj więcej →

Zysk brutto po reklamie

Zysk brutto po reklamie to marża brutto ze sprzedaży pomniejszona o cały wydatek reklamowy w tym samym okresie.

Zysk brutto po reklamie odpowiada na pytanie, ile pieniędzy zostaje ze sprzedaży po opłaceniu towaru i reklam, zanim policzysz pensje, magazyn i księgową. Wzór: przychód razy marża brutto minus budżet reklamowy.

Przykład: sklep z kanapami sprzedał za 500 tys. zł przy marży brutto 40 procent, czyli zostaje 200 tys. zł. Na reklamę wydał 90 tys. zł. Zysk brutto po reklamie to 110 tys. zł. Jeśli w kolejnym miesiącu przychód wzrósł do 560 tys. zł, ale budżet do 150 tys. zł, zysk spadł do 74 tys. zł mimo „wzrostu sprzedaży”.

To najważniejsza liczba w rozmowie o skalowaniu, bo pokazuje, czy większy budżet faktycznie się opłaca. Częsty błąd to świętowanie rekordowego przychodu bez sprawdzenia, ile z niego zostało. Przychód robi wrażenie, zysk płaci rachunki.

Powiązane: Marża bruttoMER (Marketing Efficiency Ratio)MER progowy

Czytaj więcej →

Marża brutto

Marża brutto to część ceny sprzedaży, która zostaje po odjęciu kosztu zakupu lub wytworzenia produktu i jego dostawy.

Marżę brutto liczysz tak: cena sprzedaży netto minus koszt towaru (zakup lub produkcja plus transport do klienta), podzielone przez cenę sprzedaży. Kanapa za 6 000 zł netto, której koszt z dostawą to 3 600 zł, ma marżę brutto 40 procent.

W sklepie z wysokim koszykiem marża brutto decyduje o wszystkim: ile możesz wydać na pozyskanie jednego klienta, jaki MER jest dla ciebie progiem opłacalności i czy w ogóle stać cię na skalowanie reklam. Przy marży 35 procent każdy rabat 10 procent zabiera prawie jedną trzecią zysku ze sprzedaży.

Częsty błąd to mylenie marży z narzutem. Narzut 50 procent na koszt 4 000 zł daje cenę 6 000 zł, ale marża brutto wynosi wtedy 33 procent, nie 50. Kiedy właściciel sklepu mówi „mam 50 procent marży”, a ma 33, wszystkie dalsze wyliczenia są błędne.

Powiązane: Zysk brutto po reklamieMER progowyCAC (koszt pozyskania klienta)

Czytaj więcej →

CAC (koszt pozyskania klienta)

CAC to łączny koszt marketingu i sprzedaży podzielony przez liczbę nowych klientów pozyskanych w tym samym okresie.

CAC (Customer Acquisition Cost) mówi, ile płacisz za jednego nowego kupującego. Wydałeś w miesiącu 100 tys. zł na reklamy, obsługę kampanii i narzędzia, pozyskałeś 250 nowych klientów, CAC wynosi 400 zł.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł CAC rzędu 300 do 500 zł jest normalny i zdrowy, pod warunkiem, że marża brutto na zamówieniu jest kilkakrotnie wyższa. Przy średnim zamówieniu 5 000 zł i marży 40 procent zostaje 2 000 zł, więc CAC 400 zł to bardzo dobry wynik. Ten sam CAC w sklepie z koszykiem 150 zł to bankructwo.

Częsty błąd to liczenie CAC tylko z wydatku na reklamę i tylko z klientów widocznych w panelu. Dolicz koszt agencji i narzędzi, a do klientów dolicz tych z telefonu i salonu. Inaczej CAC wyjdzie zawyżony i obetniesz budżet, który działał.

Powiązane: LTV (wartość klienta w czasie)Marża bruttoMER (Marketing Efficiency Ratio)

Czytaj więcej →

LTV (wartość klienta w czasie)

LTV to łączna marża brutto, jaką jeden klient przynosi sklepowi przez cały okres, w którym u niego kupuje.

LTV (Lifetime Value) liczysz jako średnią wartość zamówienia razy marżę brutto razy liczbę zamówień, które klient składa w ciągu swojego „życia” w sklepie. Klient mebli, który kupuje kanapę za 5 000 zł, po roku łóżko za 3 000 zł i po drodze dwa komplety poduszek, ma LTV liczony z całej tej sumy, a nie z pierwszego koszyka.

W sklepach z wysokim koszykiem właściciele często zakładają, że klient kupuje raz. Dane mówią inaczej: 15 do 25 procent wraca w ciągu dwóch lat, jeśli sklep w ogóle się o to stara. Przy LTV dwa razy wyższym niż marża z pierwszego zamówienia możesz płacić za pozyskanie dwa razy więcej niż konkurencja.

Częsty błąd to porównywanie CAC do przychodu z pierwszego zamówienia, a nie do LTV. Wychodzi wtedy, że reklama „ledwo się spina”, choć w perspektywie roku jest bardzo rentowna.

Powiązane: CAC (koszt pozyskania klienta)Flow e-mail (automatyzacja)Marża brutto

Czytaj więcej →

MER progowy

MER progowy to najniższa wartość MER, przy której sprzedaż z reklam jeszcze pokrywa koszt towaru i budżet reklamowy.

MER progowy liczysz z marży brutto: 1 podzielone przez marżę. Przy marży 40 procent MER progowy wynosi 2,5. Oznacza to, że każde 1 zł wydane na reklamę musi przynieść co najmniej 2,50 zł przychodu, żeby wyjść na zero po zapłaceniu za towar. Poniżej tej liczby każda sprzedaż dokłada do interesu.

W sklepie z wysokim koszykiem MER progowy jest kompasem przy skalowaniu. Jeśli aktualny MER to 6, a próg to 2,5, masz miejsce na zwiększenie budżetu, nawet jeśli MER spadnie do 4. Jeśli MER to 3 przy progu 2,8, każde dołożenie budżetu jest ryzykiem.

Częsty błąd to liczenie progu z marży „z głowy” zamiast z faktycznych kosztów, bez transportu i reklamacji. Drugi błąd to zatrzymanie się na progu: MER progowy pokrywa towar i reklamę, ale nie pensje i magazyn. Cel operacyjny powinien być wyraźnie wyżej.

Powiązane: MER (Marketing Efficiency Ratio)Marża bruttoZysk brutto po reklamie

Czytaj więcej →

Rozliczenie od wyniku (performance)

Rozliczenie od wyniku to model, w którym wynagrodzenie zależy od przyrostu przychodu ponad uzgodniony punkt odniesienia, a nie od stałego abonamentu.

Rozliczenie od wyniku odwraca typowy układ z agencją. Zamiast płacić 5 do 15 tys. zł miesięcznie niezależnie od efektu, sklep płaci procent od tego, co przybyło ponad punkt odniesienia. Jeśli sklep robił 400 tys. zł miesięcznie, a po pół roku robi 520 tys. zł, wynagrodzenie liczy się od 120 tys. zł przyrostu.

Dla sklepu z koszykiem 3 do 8 tys. zł to model, który ma sens, bo tu jeden dobrze ustawiony kwartał potrafi dać kilkaset tysięcy złotych różnicy, a ryzyko po stronie właściciela jest ograniczone do wpisowego.

Częsty błąd to podpisywanie umowy bez precyzyjnych zasad: od czego liczy się przyrost (przychód netto, bez zwrotów), jak działa korekta sezonowa, co się dzieje przy braku towaru i kto płaci za budżet reklamowy. Bez tych zapisów performance zamienia się w spór o liczby.

Powiązane: Punkt odniesieniaWpisoweKorekta sezonowa

Czytaj więcej →

Wpisowe

Wpisowe to jednorazowa opłata na start współpracy rozliczanej od wyniku, pokrywająca audyt, naprawę pomiaru i pierwsze tygodnie pracy.

Wpisowe to kwota, którą sklep płaci raz, na początku, zanim pojawi się jakikolwiek przyrost. Pokrywa audyt sklepu i kampanii, naprawę pomiaru (CAPI, konwersje offline, call tracking), pierwsze kreacje i przebudowę struktury kampanii. To praca, która nie daje wyniku w tygodniu, a bez niej wynik nie przyjdzie wcale.

W sklepie z wysokim koszykiem pierwsze 4 do 8 tygodni to najczęściej porządkowanie danych, a nie skalowanie budżetu. Wpisowe sprawia, że obie strony traktują ten etap poważnie: sklep dostaje pełną diagnozę, a konsultant nie pracuje za darmo na zapas.

Częsty błąd to porównywanie wpisowego z miesięcznym abonamentem agencji. Abonament płacisz co miesiąc niezależnie od efektu, wpisowe płacisz raz. Drugi błąd to wybór oferty „bez wpisowego”, bo zwykle oznacza to wyższy procent od przyrostu albo brak realnej pracy na starcie.

Powiązane: Rozliczenie od wyniku (performance)Punkt odniesienia

Czytaj więcej →

Korekta sezonowa

Korekta sezonowa to przeliczenie punktu odniesienia tak, aby naturalne wahania sprzedaży w roku nie były liczone jako przyrost ani spadek.

Korekta sezonowa odpowiada na prosty problem: w listopadzie sklep z meblami sprzedaje dwa razy więcej niż w lipcu i to nie jest zasługa żadnej kampanii. Jeśli punkt odniesienia to średnia z roku (400 tys. zł), to listopad z wynikiem 600 tys. zł wygląda jak przyrost 200 tys. zł, choć rok wcześniej listopad też dał 560 tys. zł.

Korekta polega na porównaniu każdego miesiąca z tym samym miesiącem rok wcześniej albo na przemnożeniu punktu odniesienia przez współczynnik sezonowy danego miesiąca. Wtedy przyrost w listopadzie liczy się od 560 tys. zł, a w lipcu od 280 tys. zł.

W sklepach z wysokim koszykiem sezonowość jest ostra: meble, ogród, piece, rowery mają szczyt i dołek w innych miesiącach. Częsty błąd to jej pominięcie w umowie: jedna strona płaci za sezon, a druga nie dostaje nic za utrzymanie sprzedaży w lecie wbrew rynkowi.

Powiązane: Punkt odniesieniaRozliczenie od wyniku (performance)

Czytaj więcej →

Okno atrybucji

Okno atrybucji to liczba dni po kliknięciu lub wyświetleniu reklamy, w ciągu których platforma zalicza zakup jako swój wynik.

Okno atrybucji ustawia się w panelu reklamowym. Meta domyślnie liczy 7 dni od kliknięcia i 1 dzień od wyświetlenia. Google Ads potrafi liczyć 30 dni albo dłużej. Jeśli klient kliknął reklamę kanapy i kupił po 12 dniach, Meta tego zakupu nie zobaczy, a Google, jeśli po drodze było wyszukanie, przypisze go sobie.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł decyzja trwa średnio 10 do 30 dni: klient mierzy pokój, pyta partnera, porównuje trzy sklepy. Krótkie okno oznacza, że panel systematycznie zaniża wynik kampanii, które pracują na początku tej drogi.

Częsty błąd to porównywanie ROAS z dwóch platform o różnych oknach jak liczb z tej samej skali. Drugi błąd to ocena kampanii po tygodniu, kiedy większość zakupów z tej kampanii jeszcze nie nastąpiła. Przy długim cyklu decyzyjnym patrz na MER z dwóch, trzech miesięcy.

Powiązane: ROASLuka atrybucjiMER (Marketing Efficiency Ratio)

Czytaj więcej →

CAPI (Conversions API)

CAPI to sposób wysyłania danych o zakupach z serwera sklepu bezpośrednio do Meta, z pominięciem przeglądarki klienta.

CAPI (Conversions API) działa równolegle do zwykłego piksela. Piksel siedzi w przeglądarce i łatwo go zablokować: adblock, odmowa cookies, iOS, tryb prywatny. CAPI wysyła informację o zakupie z serwera sklepu, więc dociera nawet wtedy, gdy piksel milczy. Meta łączy oba sygnały i usuwa duplikaty.

W sklepie z wysokim koszykiem włączenie CAPI zwykle „odzyskuje” 20 do 40 procent zakupów, których Meta wcześniej nie widziała. To zmienia dwie rzeczy: raportowany ROAS rośnie, a algorytm dostaje więcej przykładów prawdziwych kupujących i lepiej dobiera odbiorców. Przy 60 zakupach miesięcznie każde odzyskane 15 to realna różnica w jakości optymalizacji.

Częsty błąd to założenie, że CAPI „jest włączone”, bo w Shopify kliknięto integrację. Sprawdź w Menedżerze zdarzeń, czy zdarzenie Purchase przychodzi z dwóch źródeł i czy deduplikacja działa. W sklepach, które audytuję, CAPI bywa wyłączone od miesięcy i nikt tego nie zauważył.

Powiązane: Luka atrybucjiKonwersje offlineROAS

Czytaj więcej →

Mikrokonwersja

Mikrokonwersja to działanie klienta na stronie, które nie jest zakupem, ale zapowiada go, jak zamówienie próbki, dodanie do koszyka czy telefon.

Mikrokonwersja to mierzalny krok w stronę zakupu: zamówienie darmowej próbki tkaniny, pobranie katalogu, użycie konfiguratora, dodanie do koszyka, kliknięcie numeru telefonu, zapis na newsletter. Każdy z nich mówi, że ktoś poważnie myśli o produkcie.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł zakupów jest za mało, żeby algorytmy reklamowe miały się z czego uczyć: 40 zakupów w miesiącu to zbyt mało sygnałów. Ale 400 próbek i 900 dodań do koszyka to już dane, na których Meta i Google potrafią znaleźć podobnych ludzi. Dlatego mikrokonwersje są paliwem dla kampanii, a nie ozdobą raportu.

Częsty błąd to optymalizowanie kampanii pod mikrokonwersję bez sprawdzenia, ile z niej faktycznie zamienia się w zakup. Jeśli 1 000 osób pobiera katalog i nikt nie kupuje, algorytm nauczy się szukać zbieraczy katalogów. Mierz współczynnik przejścia od mikrokonwersji do zakupu i pilnuj go co miesiąc.

Powiązane: Flow e-mail (automatyzacja)Porzucony koszykCAPI (Conversions API)

Retargeting

Retargeting to reklamy kierowane wyłącznie do osób, które już były na stronie, oglądały produkt albo zostawiły koszyk.

Retargeting pokazuje reklamę tym, którzy już cię znają: oglądali konkretną kanapę, dodali ją do koszyka, zamówili próbkę. Zamiast szukać nowych ludzi, przypomina się tym, którzy są w połowie decyzji.

Przy koszyku 5 tys. zł i decyzji trwającej trzy tygodnie retargeting jest niezbędny, bo bez niego klient po prostu zapomina, w którym z pięciu sklepów widział ten model. Ale ma naturalny sufit: grupa odbiorców to kilka tysięcy osób, więc więcej niż 10 do 15 procent budżetu zwykle nie ma gdzie się wydać i zaczyna męczyć tych samych ludzi.

Częsty błąd to zachwyt nad ROAS retargetingu (często 15 do 30) i przesuwanie tam budżetu kosztem pozyskiwania nowych. Retargeting ma wysoki ROAS, bo zbiera owoce z kampanii, które przyprowadziły ludzi na stronę. Jeśli je wyłączysz, za dwa miesiące retargeting nie będzie miał komu się pokazywać. Wykluczaj też osoby, które już kupiły.

Powiązane: Lista wykluczeńPorzucony koszykZmęczenie kreacjąROAS

Performance Max

Performance Max to typ kampanii Google Ads, który sam dobiera miejsca, odbiorców i formaty na podstawie podanych materiałów i celu konwersji.

Performance Max (PMax) to jedna kampania, która pokazuje reklamy jednocześnie w wyszukiwarce, Zakupach Google, YouTube, Gmailu i sieci reklamowej. Dostarczasz produkty z Merchant Center, kilka zdjęć, nagłówki i cel, a algorytm decyduje o reszcie.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł PMax potrafi być głównym źródłem sprzedaży z Google, bo świetnie pracuje na feedzie produktowym z wysokimi cenami. Ale ma dwie pułapki. Po pierwsze, chętnie przechwytuje wyszukiwania nazwy twojego sklepu i raportuje je jako swój sukces, choć ci klienci kupiliby i bez reklamy. Po drugie, przy małej liczbie zakupów miesięcznie uczy się wolno i nierówno.

Częsty błąd to ocenianie PMax po ROAS w panelu bez wykluczenia marki i bez sprawdzenia, jaka część przychodu pochodzi z Zakupów, a jaka z wideo i sieci reklamowej. Sprawdź to w raportach zasobów i wyklucz własną nazwę, zanim zwiększysz budżet.

Powiązane: ROASLista wykluczeńKreacja reklamowa

Kreacja reklamowa

Kreacja reklamowa to konkretna reklama, którą widzi klient: zdjęcie lub wideo, nagłówek, tekst i wezwanie do działania.

Kreacja to wszystko, co klient faktycznie widzi i czyta: obraz albo film, tekst nad nim, nagłówek, przycisk. Ustawienia kampanii decydują, komu reklama się pokaże, kreacja decyduje, czy ktoś się zatrzyma i kliknie.

W sklepie z wysokim koszykiem kreacja robi większą różnicę niż targetowanie, bo algorytmy Meta i Google i tak same dobierają odbiorców. Zdjęcie kanapy na białym tle daje inny wynik niż ta sama kanapa w prawdziwym salonie z osobą, a wideo 15 sekund z materiału zbliżeń tkaniny inny niż statyczny baner. Różnice kosztu zakupu między kreacjami potrafią być dwukrotne przy tych samych ustawieniach.

Częsty błąd to jedna kreacja na kampanię i brak testów. Sklep, który chce skalować, potrzebuje 4 do 8 nowych kreacji miesięcznie, a to da się zrobić z istniejących zdjęć produktowych, opinii klientów i prostego montażu, bez sesji za 20 tys. zł.

Powiązane: Zmęczenie kreacjąRetargetingPerformance Max

Czytaj więcej →

Zmęczenie kreacją

Zmęczenie kreacją to spadek skuteczności reklamy, bo ci sami odbiorcy widzieli ją zbyt wiele razy i przestali reagować.

Zmęczenie kreacją poznasz po liczbach: częstotliwość (ile razy średnio jedna osoba widziała reklamę) przekracza 3 do 4 w tygodniu, CTR spada, koszt kliknięcia i koszt zakupu rosną, choć nic w kampanii nie zmieniałeś. Reklama, która trzy tygodnie temu dawała zakup za 350 zł, dziś daje za 700 zł.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł problem jest ostrzejszy niż w masowym e-commerce, bo grupa realnych klientów jest mniejsza. Osób szukających kanapy za 6 tys. zł w Polsce w danym miesiącu nie ma milionów, więc te same twarze widzą twoje reklamy szybciej, niż myślisz. Retargeting męczy się najszybciej.

Częsty błąd to reagowanie na wzrost kosztu zakupu zmianą ustawień kampanii albo obcięciem budżetu, zamiast wymianą kreacji. Drugi błąd to brak rezerwy: jeśli nowe kreacje powstają dopiero wtedy, gdy stare przestały działać, tracisz dwa tygodnie sprzedaży na czekaniu.

Powiązane: Kreacja reklamowaRetargeting

Czytaj więcej →

Porzucony koszyk

Porzucony koszyk to sytuacja, w której klient dodał produkt do koszyka lub zaczął zamówienie, ale nie dokończył zakupu.

Porzucony koszyk w sklepie z wysokim koszykiem to norma, nie problem: 75 do 85 procent koszyków nie kończy się zakupem od razu. Klient dodaje kanapę za 5 tys. zł, żeby zobaczyć koszt dostawy, sprawdzić raty albo pokazać partnerowi. Wróci, jeśli mu przypomnisz.

Przypomnienie to sekwencja: e-mail po godzinie z linkiem do koszyka, po dobie z odpowiedzią na typowe wątpliwości (dostawa, zwrot, raty), po trzech dniach z ofertą próbki albo rozmowy telefonicznej. Do tego SMS, jeśli masz zgodę, i retargeting. W sklepach, które ustawiam, taka sekwencja odzyskuje 8 do 15 procent porzuconych koszyków, co przy koszyku 5 tys. zł oznacza kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Częsty błąd to wysyłanie od razu rabatu 10 procent. Klienci uczą się porzucać koszyk dla zniżki, a przy marży 35 procent oddajesz tak jedną trzecią zysku. Najpierw usuń wątpliwości, rabat trzymaj na koniec albo wcale.

Powiązane: Flow e-mail (automatyzacja)RetargetingMikrokonwersja

Czytaj więcej →

Flow e-mail (automatyzacja)

Flow e-mail to zautomatyzowana sekwencja wiadomości wysyłana po konkretnym zdarzeniu, jak zapis na listę, porzucony koszyk czy zakup.

Flow różni się od newslettera tym, że nikt go ręcznie nie wysyła. Klient zamawia próbkę tkaniny, system wysyła po dwóch dniach pytanie, czy dotarła, po pięciu poradnik doboru koloru, po dziesięciu przypomnienie o modelu, który oglądał. Wszystko dzieje się samo, dla każdego klienta w jego własnym tempie.

Podstawowe flow w sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł: powitanie po zapisie, porzucony koszyk, porzucone przeglądanie, po próbce, po zakupie (instrukcja, prośba o opinię, akcesoria), reaktywacja po roku. Dobrze ustawione flow odpowiadają za 15 do 25 procent przychodu sklepu, a kosztują tyle, co abonament narzędzia.

Częsty błąd to zbieranie adresów bez zgody marketingowej. Formularz próbek, który nie pyta o zgodę, buduje bazę, do której nie wolno wysłać oferty. W jednym z audytowanych sklepów zgodę miało 12 procent bazy. Drugi błąd to flow, które kończy się na jednym mailu.

Powiązane: Porzucony koszykLTV (wartość klienta w czasie)MikrokonwersjaLista wykluczeń

Czytaj więcej →

Lista wykluczeń

Lista wykluczeń to grupa osób, którym celowo nie pokazujesz reklamy lub nie wysyłasz wiadomości, na przykład tym, którzy już kupili.

Lista wykluczeń chroni budżet i relację z klientem. W reklamach wykluczasz osoby, które kupiły w ostatnich 60 do 180 dniach, żeby nie płacić za pokazywanie kanapy komuś, kto właśnie ją odebrał. W e-mailu wykluczasz kupujących z promocji na produkt, który już mają, i tych, którzy dostali ofertę w tym tygodniu.

W sklepie z wysokim koszykiem to szczególnie ważne, bo klient kupuje raz na kilka lat, a reklama „kanapa 15 procent taniej” tydzień po jego zakupie w pełnej cenie kończy się telefonem z pretensją albo zwrotem. Wykluczam kupujących przy każdej wysyłce.

Częsty błąd to brak synchronizacji: lista kupujących w Meta aktualizuje się z piksela, który gubi część zakupów, więc wykluczenie jest dziurawe. Wgraj listę klientów ze sklepu jako grupę odbiorców i odświeżaj ją co tydzień. W Google wyklucz też własną markę z kampanii na nowych klientów.

Powiązane: RetargetingFlow e-mail (automatyzacja)Performance Max

Call tracking

Call tracking to system, który przypisuje telefon od klienta do reklamy lub źródła, z którego ten klient trafił na stronę.

Call tracking podmienia numer telefonu na stronie w zależności od tego, skąd przyszedł odwiedzający. Osoba z reklamy Meta widzi jeden numer, osoba z Google inny, a osoba, która wpisała adres ręcznie, jeszcze inny. Wszystkie numery dzwonią na tę samą infolinię, ale system wie, która reklama wywołała rozmowę, i wysyła to do panelu jako konwersję.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł telefon to często 20 do 35 procent sprzedaży. Klient nie zamówi kanapy za 6 tys. zł bez pytania o wniesienie. Bez call trackingu ta sprzedaż nie istnieje w żadnym raporcie, a kampanie, które ją wywołały, wyglądają na nierentowne.

Częsty błąd to liczenie samych kliknięć w numer jako konwersji. Kliknięcie to nie rozmowa, a rozmowa to nie zamówienie. Połącz call tracking z rejestrem zamówień telefonicznych i wysyłaj do Meta i Google wartość rzeczywistej sprzedaży jako konwersję offline.

Powiązane: Konwersje offlineLuka atrybucjiMER (Marketing Efficiency Ratio)

Czytaj więcej →

Konwersje offline

Konwersje offline to sprzedaż domknięta poza stroną (telefon, salon, e-mail, faktura), wgrana z powrotem do panelu reklamowego jako wynik kampanii.

Konwersje offline to sposób, żeby zamówienie złożone przez telefon albo w salonie wróciło do Meta i Google jako zasługa konkretnej reklamy. Sklep wgrywa listę zamówień z adresem e-mail, numerem telefonu, datą i kwotą. Platforma dopasowuje je do osób, które wcześniej kliknęły reklamę, i dolicza do wyników kampanii.

W sklepie z koszykiem 3 do 8 tys. zł to jedna z najbardziej opłacalnych rzeczy do ustawienia. W jednym ze sklepów, z którymi pracuję, 34 procent sprzedaży domyka się poza stroną. Bez wgrywania konwersji offline ROAS w panelach był zaniżony o jedną trzecią, a algorytm optymalizował się na jedną trzecią klientów mniej.

Częsty błąd to jednorazowe wgranie i zapomnienie. Konwersje offline muszą wracać co najmniej raz w tygodniu, najlepiej automatycznie z systemu zamówień. Drugi błąd to brak zbierania e-maila i telefonu przy zamówieniach z salonu, bez tego platforma nie ma czego dopasować.

Powiązane: Call trackingLuka atrybucjiCAPI (Conversions API)MER (Marketing Efficiency Ratio)

Czytaj więcej →

AEO (Answer Engine Optimization)

AEO to przygotowanie strony sklepu tak, aby ChatGPT, Perplexity, Gemini i Google AI Overviews polecały ją w odpowiedziach na pytania klientów.

AEO odpowiada na zmianę w tym, jak ludzie szukają. Klient nie wpisuje już „kanapa narożna welur”, tylko pyta ChatGPT: „jaką kanapę do salonu 20 m² z dwoma psami polecisz do 6 tys. zł”. Asystent odpowiada listą sklepów i modeli. Jeśli cię tam nie ma, klient o tobie nie usłyszy.

Żeby tam być, strona musi mówić językiem faktów, które asystent może zacytować: konkretne wymiary, materiały, ceny, czas dostawy, warunki zwrotu, odpowiedzi na typowe pytania w formie krótkich akapitów, dane strukturalne (schema) i dostęp dla botów AI w pliku robots.txt. Przy koszyku 3 do 8 tys. zł AI jest dziś jednym z pierwszych źródeł, które klient sprawdza.

Częsty błąd to blokowanie botów AI „dla bezpieczeństwa” albo strona zbudowana jako aplikacja, którą asystent widzi jako pustą. Drugi błąd to opisy produktów pełne przymiotników bez ani jednej liczby, których AI nie ma jak zacytować.

Powiązane: Kreacja reklamowaMikrokonwersja

Wolisz, żeby ktoś policzył to za Ciebie i rozliczał się od wyniku?

Aplikuj do programu

Albo najpierw pobierz kalkulator MER.