Strona główna · Blog · Pieniądze
Pieniądze · 17 sierpnia 2026 · 7 min czytania
Budżet reklamowy minus 16%, zysk plus pół miliona zł. Case study
Sklep, który rok do roku sprzedaje tyle samo, a zarabia o pół miliona złotych więcej. Nie magią, tylko kolejnością prac.
- Sklep meblowy w Wielkiej Brytanii, koszyk około 1 700 funtów, 24 miesiące współpracy: przychód płaski (+2%), budżet reklamowy niższy o 16%.
- MER wzrósł z 4,89 na 5,89, a zysk po odjęciu reklamy jest wyższy o około 108 tys. funtów, czyli mniej więcej pół miliona złotych.
- Kolejność, która to dała: pomiar, cięcie przepalania w Google Ads, wideo ze zdjęć, ścieżka zakupowa, próbki tkanin, automatyzacje e-mail.
- Wzrost sprzedaży kupi każdy. Wzrost zysku przy mniejszym budżecie to jest to, za co warto płacić.
Co się stało w liczbach: ten sam przychód, o 16% mniej reklamy, pół miliona więcej zysku
Przez 24 miesiące przychód sklepu urósł o 2%, budżet reklamowy spadł o 16%, a zysk po odjęciu kosztów reklamy urósł o około 108 tys. funtów, czyli mniej więcej pół miliona złotych. To jest cała historia w jednym zdaniu. Reszta tego tekstu to odpowiedź na pytanie, w jakiej kolejności to robić, żeby wyszło.
Kilka faktów o sklepie, żebyś mógł porównać go ze swoim. Meble, Wielka Brytania, średni koszyk około 1 700 funtów. Klient, który zanim kupi, ogląda produkt kilka razy, dzwoni, prosi o próbkę tkaniny, czasem przyjeżdża do salonu. Nazwa sklepu jest objęta umową, ale liczby są prawdziwe i pochodzą z paneli, które prowadzę do dziś.
Najważniejsza miara w tej historii to MER, czyli cały przychód podzielony przez cały wydatek na reklamę. Rok pierwszy: 4,89. Rok drugi: 5,89. Każdy funt wydany na reklamę wraca teraz z prawie sześcioma funtami sprzedaży zamiast pięcioma. Jeśli mierzysz skuteczność tylko ROAS-em z panelu Google albo Meta, przeczytaj najpierw MER vs ROAS, bo bez tego dalsza część będzie brzmiała jak bajka.
Dlaczego zaczęliśmy od pomiaru, a nie od reklam?
Zaczęliśmy od pomiaru, bo GA4 widziało tylko 53% transakcji, a decyzje budżetowe podejmowane na połowie danych są losowe. Kiedy nie wiesz, które kampanie sprzedają, każde cięcie to strzał w ciemno: możesz wyłączyć coś, co przynosi pieniądze, i zostawić coś, co je pali.
Druga rzecz, która wyszła w pierwszych tygodniach: 34% sprzedaży domykało się poza stroną. Klient klikał reklamę, oglądał kanapę, a potem dzwonił albo przyjeżdżał do salonu i tam płacił. W panelach reklamowych ta sprzedaż nie istniała. Właściciel od dwóch lat patrzył na ROAS zaniżony o jedną trzecią i na tej podstawie wyłączał kampanie, które w rzeczywistości działały.
Co konkretnie zrobiliśmy:
- naprawa tagowania w GA4 i Google Ads, tak żeby zamówienia ze sklepu były liczone raz i w całości,
- osobne numery telefonu w reklamach i śledzenie połączeń jako konwersji,
- sprzedaż z salonu i z telefonu dopisywana do zamówień ze źródłem, z którego przyszła ta osoba,
- jeden arkusz z MER liczonym co tydzień z danych bankowych i wydatków reklamowych, a nie z paneli.
Dopiero po tym mieliśmy prawo cokolwiek wyłączać. Ten etap trwał około sześciu tygodni i nie przyniósł ani funta dodatkowego przychodu. Przyniósł za to coś ważniejszego: wiedzę, gdzie leży te 16% budżetu, które można zabrać bez straty sprzedaży.
Gdzie w Google Ads leżało przepalanie i jak je ścięliśmy?
Przepalanie leżało w kliknięciach, które przez 12 miesięcy ani razu nie skończyły się zakupem: ogólne frazy typu „sofa”, Performance Max wydający na własną markę, urządzenia i godziny, w których nikt nie kupował. Po naprawie pomiaru dało się to zobaczyć w jednej tabeli, a nie w domysłach.
Trzy rzeczy, które dały większość oszczędności:
- Wykluczenie fraz bez sprzedaży. Kilkaset słów kluczowych, które przez rok wydawały pieniądze i nie przyniosły ani jednej transakcji, także telefonicznej. Nie „mało transakcji”. Zero.
- Wydzielenie marki. Ludzie, którzy wpisują nazwę sklepu, kupią i tak. Performance Max lubi przypisywać sobie ten ruch i wyglądać lepiej, niż jest. Marka poszła do osobnej, taniej kampanii z twardym limitem.
- Budżet tam, gdzie jest koszyk. Kampanie na konkretne modele i kolekcje o wysokiej marży dostały pieniądze zabrane z fraz ogólnych. Mniej kliknięć, ale każde warte więcej.
Efekt po kwartale: budżet niższy o kilkanaście procent, liczba transakcji ta sama. Zauważ, że to jeszcze nie jest wzrost zysku o pół miliona. To jest pierwsze 40% tej kwoty, zdobyte wyłącznie przez zabranie pieniędzy z miejsc, które ich nie oddawały.
Co podniosło zysk, kiedy budżet już był niższy?
Zysk podniosły cztery rzeczy, które zwiększają sprzedaż z tego samego ruchu: kreacje wideo montowane z istniejących zdjęć, poprawki ścieżki zakupowej, program próbek tkanin i automatyzacje e-mail. Żadna z nich nie wymagała dokładania budżetu reklamowego. Każda podnosiła konwersję albo wartość klienta.
- Wideo ze zdjęć. Sklep miał setki zdjęć produktowych i zero wideo. Z tych zdjęć zmontowaliśmy krótkie animacje z ruchem, tekstem i dźwiękiem. Klikały od 2 do 4 razy lepiej niż statyczne grafiki, a to oznacza tańsze kliknięcia z tego samego budżetu. Jak to robić, opisałem w osobnym tekście: wideo z istniejących zdjęć.
- Ścieżka zakupowa. Wymiary i czas dostawy widoczne bez przewijania, wybór tkaniny bez wychodzenia z karty produktu, koszt dostawy podany przed koszykiem, jeden krok mniej w kasie. Nudne, ale przy koszyku 1 700 funtów każdy procent konwersji to poważne pieniądze.
- Program próbek tkanin. Darmowa próbka wysyłana w 48 godzin. Osoba, która ma próbkę w ręku, kupuje kilka razy częściej niż osoba, która tylko oglądała zdjęcie. To zamieniło część drogiego ruchu z reklam w listę ciepłych kontaktów.
- Automatyzacje e-mail. Sekwencja po próbce, porzucony koszyk, przypomnienie o kolekcji, którą ktoś oglądał. Sprzedaż, za którą nie płacisz drugi raz w reklamie.
Każdy z tych elementów osobno dawał kilka procent. Razem, przy budżecie niższym o 16%, dały przychód wyższy o 2% i zysk wyższy o 31%. Tak to wygląda rok do roku:
Dlaczego wzrost zysku przy mniejszym budżecie to jedyna rzecz, za którą warto płacić?
Bo wzrost sprzedaży kupi każdy: wystarczy dołożyć budżet i zaakceptować gorszy MER. Wzrost zysku przy mniejszym budżecie wymaga pracy w odpowiedniej kolejności i nie da się go kupić samymi pieniędzmi. To jest różnica między firmą, która rośnie, a firmą, która obraca coraz większymi kwotami i zostaje z tym samym na koncie.
Ten sklep zaczynał ze mną od 2 tys. zł miesięcznie na reklamę. Dziś wydaje około 5 tys. zł dziennie i robi to z lepszym MER niż na starcie. Skalowanie przyszło po tym, jak matematyka się zgadzała, a nie przed. Gdybyśmy zaczęli od dokładania budżetu na niepoprawionym pomiarze i słabych kreacjach, kupilibyśmy więcej tego samego przepalania.
Jeśli ktoś obiecuje Ci wzrost sprzedaży, zapytaj, ile będzie kosztował. Jeśli obiecuje wzrost zysku, zapytaj, jak go zmierzy.
Dokładnie z tego powodu program EcomElevator rozliczam procentem od przyrostu przychodu, a nie stałą fakturą: zarabiam wtedy, kiedy Ty zarabiasz, i mam interes w tym, żeby budżet pracował, a nie rósł. Jak to liczę, pokazuję w otwartej matematyce rozliczenia. Jeśli chcesz sprawdzić, czy Twój sklep ma podobne dziury, zacznij od checklisty 12 pytań. Odpowiedź na trzy pierwsze zwykle wystarczy, żeby wiedzieć, czy pomiar u Ciebie w ogóle mówi prawdę.
Najczęstsze pytania
Czy to zadziała w sklepie z koszykiem 200 zł, a nie 1 700 funtów?
Tak, kolejność prac jest ta sama, zmienia się tylko waga poszczególnych kroków. Przy małym koszyku mniej sprzedaży domyka się telefonem, za to więcej zależy od kreacji i automatyzacji e-mail, bo margines na jednym zamówieniu jest cienki. Pomiar i cięcie przepalania w Google Ads robi się identycznie i zwykle daje pierwsze 10-15% oszczędności.
Ile czasu mija, zanim widać efekt w zysku?
Pierwsze oszczędności widać po 6-10 tygodniach, bo tyle trwa naprawa pomiaru i pierwsze cięcia w Google Ads. Wzrost zysku z kreacji, ścieżki zakupowej i próbek buduje się przez kolejne 3-6 miesięcy. Pełne 108 tys. funtów z tego case study to porównanie dwóch pełnych lat, nie efekt jednego kwartału.
Czy mogę zrobić to sam, bez konsultanta?
Możesz, jeśli masz czas na pomiar i kogoś, kto potrafi czytać dane z Google Ads poza panelem. Najczęstszy problem nie jest w wiedzy, tylko w kolejności: właściciele zaczynają od kreacji albo od dokładania budżetu, a pomiar zostawiają na koniec. Wtedy każda decyzja opiera się na połowie danych i efekt jest losowy.
Skąd wiadomo, że zysk wzrósł przez te prace, a nie przez rynek?
Bo przychód został na tym samym poziomie, a rynek mebli w UK w tym okresie nie rósł. Cała zmiana zysku pochodzi z niższego budżetu przy tej samej sprzedaży, co widać w MER: z 4,89 na 5,89. Gdyby to rynek pchał wynik, urósłby przychód, a nie efektywność każdego wydanego funta.
Masz sklep, który już sprzedaje, i chcesz, żeby ktoś rozliczał się z Tobą od wzrostu?
Aplikuj do programu5 miejsc na kwartał. Odpowiadamy w 48 godzin.