Strona główna · Blog · Pieniądze

Pieniądze · 15 czerwca 2026 · 9 min czytania

E-commerce na Dolnym Śląsku: gdzie rosną sklepy z wysokim koszykiem

Meble, okna, kominki, ceramika i pergole. Dolny Śląsk produkuje dokładnie to, co w e-commerce sprzedaje się z najwyższym koszykiem. Jeśli masz tu produkcję, prawdopodobnie siedzisz na sklepie, którego jeszcze nie uruchomiłeś.

Mateusz Kosobucki podczas wystąpienia o e-commerce z wysokim koszykiem na Dolnym Śląsku
W skrócie
  • Dolny Śląsk produkuje kategorie z najwyższym koszykiem w polskim e-commerce: meble, okna, kominki, ceramikę i konstrukcje ogrodowe. Do tego dwie strefy ekonomiczne i autostrada A4 pod drzwiami.
  • Producent sprzedający bezpośrednio pracuje na marży brutto 45 do 60%. Importer na 30 do 40%, dropshipping na 15 do 25%. Poniżej 35% marży płatna reklama przestaje się spinać.
  • Trzy pułapki regionalnych sklepów: cennik z myśleniem hurtowym, brak pomiaru sprzedaży telefonicznej i Allegro jako jedyny kanał.
  • Na spotkanie na żywo umówisz się w 13 miastach regionu, od Wrocławia przez Legnicę i Bolesławiec po Zgorzelec.

Dlaczego Dolny Śląsk to dobre miejsce na sklep z wysokim koszykiem?

Bo region produkuje dokładnie te kategorie, które w polskim e-commerce mają najwyższy koszyk. Meble na wymiar, stolarka, okna i drzwi, kominki i piece, ceramika, pergole i konstrukcje ogrodowe. To produkty za 3, 8, czasem 25 tysięcy złotych, przy których jedna sprzedaż z reklamy potrafi zwrócić cały dzienny budżet. I to produkty, które klient najchętniej kupuje od producenta, nie od pośrednika.

Do produkcji dochodzi infrastruktura. Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna działa od 1997 roku, ma 18 podstref, blisko 11 mld zł zainwestowanego kapitału i około 17 tysięcy miejsc pracy. Strefa wałbrzyska (Invest-Park) obejmuje Świdnicę, Dzierżoniów i sporą część południa regionu. Wokół stref wyrosły dziesiątki lokalnych zakładów i poddostawców, którzy umieją produkować na europejskim poziomie, ale nigdy nie sprzedawali bezpośrednio klientowi końcowemu.

Trzeci składnik to logistyka. A4 prowadzi z regionu prosto do Niemiec, S3 łączy północ z południem i z Czechami, S8 dowozi do Warszawy. Z Wrocławia do granicy niemieckiej jedzie się niecałe dwie godziny. Za tą granicą klient płaci za tę samą pergolę albo kominek często dwa razy więcej niż w Polsce, a paczka i tak wyjeżdża z tego samego magazynu. Mało który region w Polsce ma tak krótki dystans między halą produkcyjną a klientem z euro w portfelu.

2468109meblei stolarka8kominkii piece8oknai drzwi7ogródi pergole7materace6ceramikai wyposażeniePotencjał sprzedaży D2C w skali 0-10, ocena autora
Sześć kategorii produkcyjnych regionu według potencjału sprzedaży bezpośredniej. Ocena autora w skali 0-10, na bazie marży, koszyka i konkurencji w kanale online.

Mapa branż: co produkuje się w których miastach regionu?

W prawie każdym większym mieście regionu siedzi inna branża i inne zaplecze produkcyjne. Ta mapa to nie ciekawostka. Jeśli rozpoznajesz na niej swoją firmę, widzisz jednocześnie, na czym możesz zbudować sklep.

  • Wrocław: siedziby, usługi i marki D2C. Tu są magazyny, agencje, logistyka i największy rynek pracowników e-commerce w regionie. Naturalna baza operacyjna, nawet jeśli produkcja stoi 60 km dalej.
  • Bolesławiec: ceramika z dziesięcioleciami historii przemysłowej. Zakłady Ceramiczne działają od 1946 roku, a wyroby z charakterystycznym stempelkowym wzorem jadą na eksport do kilkunastu krajów, z USA jako największym rynkiem. Dowód, że produkt z 40-tysięcznego miasta może być globalną marką.
  • Świdnica i Dzierżoniów: produkcja w orbicie strefy wałbrzyskiej. W Świdnicy Electrolux produkuje kuchenki i piekarniki od 2006 roku, w Dzierżoniowie Cooper Standard robi komponenty dla motoryzacji. Wokół takich zakładów pracują dziesiątki lokalnych firm z własnym parkiem maszyn.
  • Legnica, Lubin i Głogów: serce LSSE i zagłębie KGHM. Volkswagen Motor Polska, Sitech, Winkelmann i kilkudziesięciu innych inwestorów. Ogromne zaplecze metalowe i techniczne, z którego może wyrosnąć niejedna marka w kategorii dom, warsztat i grzanie.
  • Jelenia Góra i Kłodzko: turystyka i kategoria dom i ogród. Sauny, balie, domki, wyposażenie obiektów noclegowych. Klient widzi produkt na żywo w pensjonacie w Karkonoszach albo Kotlinie Kłodzkiej, a potem szuka go w internecie.
  • Oleśnica i Oława: przemysłowe zaplecze Wrocławia. GKN Automotive w Oleśnicy zatrudnia około 1600 osób przy układach napędowych, Autoliv produkuje w Oławie komponenty poduszek powietrznych od 1998 roku. Kultura produkcyjna, która przenosi się na lokalne firmy meblowe i metalowe.
  • Zgorzelec: handel przygraniczny. Jedno miasto z niemieckim Görlitz, naturalny poligon cross-border. Sklep, który tu działa, od pierwszego dnia myśli w dwóch walutach.

Co łączy sklepy, które rosną: produkcja własna i D2C

Marża z własnej produkcji i sprzedaż bezpośrednia do klienta końcowego. W sklepach, które w regionie realnie rosną, powtarzają się te same dwie cechy: produkt wychodzi z własnej hali, a sprzedaż idzie do klienta detalicznego, nie do hurtownika. To nie jest kwestia ambicji, tylko arytmetyki reklamy.

Producent sprzedający D2C pracuje zwykle na 45 do 60% marży brutto po koszcie produktu. Importer na 30 do 40%. Dropshipping na 15 do 25%. Przy koszcie pozyskania klienta w wysokim koszyku ta różnica decyduje o wszystkim: przy 50% marży płacisz za kliknięcia, kreacje i obsługę i dalej zarabiasz, przy 25% każda kampania kończy się dopłacaniem do sprzedaży. Dlaczego granica przebiega w okolicach 35%, policzyłem krok po kroku w artykule o marży brutto 35%.

Dlatego najlepszą pozycję startową w regionie ma nie ten, kto umie robić reklamy, tylko ten, kto ma halę, maszyny i produkt. Reklamy da się kupić. Marży producenta nie.

0%20%40%60%producent D2C45-60%importer30-40%dropshipping15-25%próg 35%: poniżej nie skalujesz reklamąmarża brutto
Producent sprzedający bezpośrednio pracuje na marży 45-60%. Poniżej progu 35% koszt reklamy zjada zysk. Przykład ilustracyjny.

Trzy pułapki, w które wpadają regionalne sklepy

Najczęstsze błędy, które widzę w sklepach z regionu, nie dotyczą technologii, tylko nawyków przeniesionych z produkcji i hurtu.

  • Myślenie hurtowe w cenniku. Firma od 20 lat liczy cenę jako koszt plus narzut dla hurtownika i podobny cennik wystawia w sklepie internetowym. Efekt: cena detaliczna za niska, marża nie mieści kosztu reklamy, obsługi i zwrotów, a przy okazji sklep podcina własnych partnerów hurtowych. Cena D2C musi być ceną detaliczną z pełną marżą.
  • Brak pomiaru telefonu. W wysokim koszyku klient ogląda na stronie, a domyka przez telefon albo na hali. W sklepie meblowym, który prowadzę w UK, 34% sprzedaży domyka się poza stroną. Jeśli tego nie mierzysz, reklama wygląda na nierentowną i wyłączasz kampanie, które realnie sprzedają. Jak to policzyć, opisuję w tekście o sprzedaży z telefonu i salonu.
  • Allegro jako jedyny kanał. Marketplace daje szybki start, ale zabiera prowizję, dane o kliencie i kontrolę nad marką. Dla producenta z marżą 50% to wygodna pułapka: sprzedaż idzie, ale marka i baza klientów budują się u kogoś innego. Pełny rachunek prowizji rozpisałem w porównaniu Allegro kontra własny sklep.

Od produkcji do D2C: od czego zacząć?

Od liczb, nie od platformy sklepowej. Kolejność, która działa u producentów przechodzących na sprzedaż bezpośrednią, wygląda tak:

  1. Policz marżę D2C. Cena detaliczna minus koszt produktu, dostawy i płatności. Jeśli wychodzi powyżej 40%, masz paliwo na reklamę. Jeśli nie, najpierw popraw cennik, potem buduj sklep.
  2. Wybierz kategorię flagową. Nie cały katalog, tylko produkt z najlepszą marżą i najprostszą logistyką. Jeden produkt, jedna strona, jedna kampania.
  3. Postaw sklep z pomiarem od pierwszego dnia. Analityka, śledzenie telefonów, prosty panel z pięcioma liczbami co tydzień. Bez tego nie odróżnisz kampanii, która sprzedaje, od tej, która tylko ładnie wygląda w panelu.
  4. Reklamę rozliczaj po MER, nie po ROAS z panelu. Przychód całego sklepu podzielony przez cały wydatek reklamowy. Jedna liczba, której nie zawyży żadne okno atrybucji.
  5. Cross-border traktuj jako drugi etap, nie dodatek. Niemiecka wersja strony i wysyłka za Odrę to często najtańszy sposób na podwojenie rynku bez zmiany produktu.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak taki układ rozlicza się w praktyce i na jakich liczbach pracuję z klientami, zajrzyj do otwartej matematyki rozliczenia.

Gdzie spotkamy się na żywo?

Pracuję z Wrocławia i regularnie jeżdżę po całym regionie. Pierwsze spotkanie i przegląd liczb sklepu robię na miejscu, w firmie, bo najwięcej widać przy hali i przy kasie, nie w prezentacji. Umówisz się ze mną w tych miastach:

Jeśli Twojego miasta nie ma na liście, a produkujesz w regionie, i tak przyjadę. Najszybsza droga to krótka aplikacja: napisz, co produkujesz i ile sprzedajesz, a ja wrócę z terminem.

Najczęstsze pytania

Czy warto otworzyć sklep internetowy na Dolnym Śląsku?

Tak, zwłaszcza jeśli masz własną produkcję. Region wytwarza kategorie z najwyższym koszykiem: meble, okna, kominki, ceramikę i konstrukcje ogrodowe, a A4 i S3 dają tani dostęp do klienta w Niemczech i Czechach. Producent sprzedający bezpośrednio pracuje na marży 45 do 60%, co spokojnie finansuje reklamę płatną.

Jakie branże e-commerce dominują na Dolnym Śląsku?

Meble i stolarka, okna i drzwi, kominki i piece, ceramika z Bolesławca, kategoria dom i ogród wokół Jeleniej Góry i Kłodzka oraz zaplecze techniczne i metalowe wokół stref ekonomicznych w Legnicy, Lubinie i Głogowie. Wspólny mianownik to produkcja własna i wysoki koszyk, od 3 do 25 tysięcy złotych za zamówienie.

Czy producent powinien sprzedawać online, skoro ma odbiorców hurtowych?

Tak, pod warunkiem że cena w sklepie jest pełną ceną detaliczną, nie hurtową z małym narzutem. Wtedy nie podcinasz partnerów, a budujesz drugi kanał z marżą 45 do 60% zamiast 20 do 30% z hurtu. Zacznij od jednej kategorii flagowej i mierz sprzedaż z telefonu, bo w wysokim koszyku to często trzecia część zamówień.

Jaka marża jest potrzebna, żeby skalować sklep reklamą?

Minimum około 35% marży brutto po koszcie produktu, dostawy i płatności, a komfortowo 40% i więcej. Poniżej tego progu koszt pozyskania klienta zjada zysk i każde zwiększenie budżetu powiększa stratę. Producenci z regionu mają tu przewagę, bo własna produkcja daje zwykle 45 do 60% marży.

Masz sklep, który już sprzedaje, i chcesz, żeby ktoś rozliczał się z Tobą od wzrostu?

Aplikuj do programu

5 miejsc na kwartał. Odpowiadamy w 48 godzin.